Historia restauracji

Historia restauracji Oleńka

Wrocław. Rok 1971. Zanurzona w zieleni dzielnica Krzyki, róg ulic Sudeckiej i Dębowej. Blok spółdzielczy typowy dla czasów komuny, obecnie pięknie wyremontowany. W pobliżu poniemieckie wille i rezydencje przytulone do magnolii. Na parterze kawiarnia „Oleńka”, która od 40-tu lat ma stałych klientów, a ci nowi zostają. Jeden z nielicznych w mieście lokali gastronomicznych, które otacza swoista legenda.

Zaczęło się od osiedlowego klubu „Pod Jaworami”. Prowadziła go niezwykła kobieta , Aleksandra Waligórska, dla przyjaciół - Lesia, żona znakomitego poety i satyryka Andrzeja Waligórskiego. Klub mieścił się nad kawiarenką nazwaną od jej imienia „Oleńką”. Cieszył się taką renomą, że na spotkania autorskie zjeżdżały sławy z całej Polski: Wanda Warska z Andrzejem Kurylewiczem, Katarzyna Gertner, Witold Pyrkosz, Stanisław Dygat. Z Wrocławia - Henryk Tomaszewski i mimowie z jego teatru, Andrzej Waligórski i artyści kabaretu „Elita”, aktorzy Teatru Polskiego i Współczesnego, literaci i poeci, dziennikarze.

Potem schodzili na dół…. Na flaczki, piwo z obowiązkowym, twardym jak skała żółtym serem, wódkę i parzoną w szklankach kawę. Wówczas lokal był przynależny WSS „Społem”, więc oferta kulinarna była, jaka była. Za to atmosfera - wspaniała. W czasach kartek żywnościowych, przy reglamentowanych „czterech skrzynkach piwa”, kotłowały się myśli twórcze, zawierano dozgonne przyjaźnie. Wielu stałych bywalców miało swoje miejsca przy stoliku. Wiadomo, że będą o stałych godzinach. Mieli własne szklanki i kufle. Tak jest do dzisiaj.

Z artystami mieszali się dziennikarze i radiowcy, lekarze i adwokaci, sędziowie, profesorowie i dzielnicowi dziwacy. Na górze mieli próby znani wrocławscy muzycy. To całe towarzystwo gościło tu we wzajemnej harmonii i tolerancji dla swoich zwyczajów. Grano w szachy, brydża. Załatwiano lekarstwa, zostawiano w szatni wiadomości, często różne przedmioty. Zdarzył się nawet telewizor dla przyjaciela. Jedyny telefon, pomimo, że służbowy był dostępny dla wszystkich. Ukochane psy gości dostawały miskę z wodą. Pomimo, że kawiarnia była państwowa, kelnerki pod naciskiem gości nie miały wyjścia, jak tylko dostosować się do panującej aury. Z czasem stało się to zwyczajem i wizytówką miejsca, które miało swoich gości „ikony”.

Niektórzy z nich odeszli…. niektórzy przychodzą do dzisiaj, jak kultowy reżyser „Samych swoich” Sylwester Chęciński z przyjaciółmi. Czasy się zmieniły, ale dużo z tamtej atmosfery pozostało i ciągnie tu ludzi opowiadana pocztą pantoflową historia tego miejsca.

Do dzisiaj prawie każdy taksówkarz wie, gdzie jest „Oleńka”. Wystarczy podać nazwę.
Nie trzeba adresu. Od 1994 roku lokal jest prywatny. Prowadzi go osoba starająca się za wszelką cenę zachować jego intymność, urok i atmosferę pełną ciepła, humoru i serdeczności.